Odchudzanie to ciągła walka – samoakceptacja

Październik 11, 2016 | Autor: odado w Bez kategorii

Czy naprawdę jesteście gotowi zaakceptować siebie? Czy potraficie podjąć niezbędne kroki, aby uznać, że miejsce, w którym się znajdujecie, jest najlepszym z możliwych? Nawet jeżeli go nie lubicie, czy potraficie uznać, że jest ono wynikiem całego waszego dotychczasowego życia? Czy akceptujecie to, że jesteście teraz tam, gdzie powinniście być? Może to się wiązać z dużym wysiłkiem. Popatrzmy, które z poniższych punktów jesteście w stanie zaakceptować: Wasz najlepszy przyjaciel, jedzenie, zdradził was. Próbowaliście już wszystkiego i jesteście tu, gdzie jesteście. Wasza obsesja na punkcie jedzenia wynika z dotychczasowego sposobu życia. Żaden guru nie załatwi tego za was. Nałóg zagarnął to, co w was najlepsze.

Kiedy pierwszy raz przyszłam do szpitala z zamiarem pomagania umierającym pacjentom, zapytałam pielęgniarki, gdzie może ich znaleźć. Poruszone i zalęknione, odpowiedziały: „Nie, tutaj nikt nie umiera”. Tak odpowiadano nawet w szpitalach posiadających szczegółowe procedury postępowania ze śmiertelnie chorymi pacjentami, włączając w to czynności podejmowane w momencie śmierci. Te szpitale miały własne kostnice i specjalne trasy przewozu zwłok. A jednak pracownicy mówili: „Tutaj nikt nie umiera”. Jest to oczywiste zaprzeczenie.

Pierwszym zadaniem była więc konfrontacja z systemem zaprzeczeń. Zaprzeczenia właściwe zaburzeniom łaknienia są nie mniej oczywiste i nie mniej trudne do zwalczenia. Osoby, które przyznają, że jedzenie jest ich problemem, nie godzą się ze stwierdzeniem, że jest to ciężka choroba. Uznanie powagi tej choroby jest tak samo trudne, jak pogodzenie się ze śmiercią. W przypadkach przymusowego objadania się etap zaprzeczania występuje najpowszechniej i z całą pewnością jest najtrudniejszy.

Zaprzeczacie smutnej prawdzie, że cierpicie na nieuleczalną i nierzadko śmiertelną chorobę. Rozpaczliwie pragniecie wierzyć, że trapią was jedynie niewielkie dolegliwości, z którymi szybko sobie poradzicie – kiedy tylko będziecie gotowi. Zaprzeczacie, że choroba dotyka wszystkich aspektów waszego życia, a jej powstrzymanie wymaga radykalnych zmian. „Wiem, że mogę przestać jeść, kiedy tylko zechcę” – mówicie.

„Zacznę jutro albo w najbliższy poniedziałek”. Jak wiele lat upłynęło? Pragnęliście, aby było to proste działanie, niewymagające wielkiego wysiłku ani zmian w stylu życia. Jednak wiara w to, że „to nic wielkiego, sam sobie poradzę”, jest w istocie auto iluzją. Nie rozumiecie, jak wielkie spustoszenie powoduje taktyka zaprzeczania. Oto inny aspekt zaprzeczania, często wzmacniany przez pełnych najlepszych intencji współtowarzyszy. „Wystarczy odrobina silnej woli” – wykrzykują. Efektem jest poczucie winy i niechęć do siebie.

Jedzenioholików bowiem wcale nie cechuje słaba wola. Przeciwnie. Większość z nich charakteryzuje się wielką determinacją i olbrzymią siłą woli. Kierowani fałszywą ambicją zrekompensowania obsesji na punkcie jedzenia, często zostają najlepszymi pracownikami.

Nierzadko uchodzą też za najlepszych przyjaciół, na których w potrzebie za-wsze można liczyć. Zazwyczaj więc objawiają dużą siłę charakteru. Co oczywiście nie ma nic wspólnego z nieuleczalną chorobą, na którą cierpią. W tym momencie powinno być już całkiem jasne, że siła woli nie ma absolutnie nic wspólnego z tą chorobą! Jednak taktyka zaprzeczania na tym się nie kończy. Wielu z was nosi jaskrawe ubrania, biżuterię, rzucającą się w oczy fryzurę, w nadziei, że nikt nie zauważy tłuszczu. A przecież dobrze zdajecie sobie sprawę z waszych rozmiarów!

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *